Wiersz

Wiersz napisany został przez jednego z kursantów i opisuje wrażenia ze szkolenia.

Nauka Jazdy

Kiedy mi młode lata minęły,
wszystko co piękne już diabli wzięli.
Gdy mi gorzałka nie pasowała,
żona mnie na kurs jazdy wysłała.
"Teraz nie jesteś nigdy pijany,
zrób prawo jazdy mężu kochany.
Auto (ze złomu) sobie kupimy,
cały świat piękny zwiedzać będziemy".

Gdy przyszło ciepło, śniegi stopniały,
piękne plakaty się pokazały.
Kurs jest na miejscu, tutaj na Rudzie,
jazda z przed domu, przychodzą ludzie.

Spotkanie pierwsze. Pan Antek wpada,
same dobre rzeczy nam opowiada.
Cena przystępna, jazda w terenie,
egzamin gdzie chcesz jest na życzenie.
Wszyscy są chętni do Tarnobrzega,
tam jest najlepiej mówił kolega.
Tam prawie wszyscy egzamin zdają,
chyba że sieczkę w swych głowach mają.

Pierwsza jest jazda na polonezie.
Antek jest z boku, klienta bierze,
siedzenie, lustra, zapinać pas,
nadusić sprzęgło, już jechać czas.
Sprzęgło jedynka dać więcej gazu,
przez wioskę trzeba jechać od razu.

Patrzą sąsiedzi, dzieci, teściowa,
stara sąsiadka za płot się chowa.
Szosa jest wąska, głębokie rowy,
już można dostać zawrotu głowy.
Pan Antek pięknie za rękę bierze,
biegi przekładać uczy nas szczerze.
Tak jak z kasety leci regułka:
"Noga z gazu, sprzęgło, trójka."

Gdy piękna pani siądzie na przedzie,
i jest w panice do rowu jedzie,
i poplątały jej się pedały,
nie wie gdzie patrzeć, w tym problem cały.
"Nie patrz na buty" - Pan Antek prosi,
wszelkie szarpnięcia pokornie znosi.
"Daj więcej gazu - duś, duś, duś,
bo bez gazu ani rusz."
Bo kiedy młody Puntem przyjedzie,
dziewczyny straszy że gorzej będzie.

Ale Pan Andrzej chłopak przystojny,
jest sympatyczny, bardzo spokojny.
Dziewczyny chętnie w Punto wsiadają,
i nieco skąpsze wdzianka wkładają.
O delikatność we wszystkim prosi,
Swoje zasady do głów nam wnosi:
"Mniej proszę gazu, powoli biegi,
to nowe auto - to nie wyścigi.
Sprzęgło do końca proszę wyduszać,
powoli puszczać gdy będziem ruszać."

Na skrzyżowaniu zgasła maszyna,
już jest w purpurach cała dziewczyna.
Lecz Pan Andrzejek z delikatnością:
"Proszę powoli nie tak ze złością."

A gdy już jazda opanowana,
proszę na słupki, to duża zmiana.
Koperta, garaż z lewa i z prawa,
pachołki lecą, to nie zabawa.
Do tyłu patrzeć aż boli kark,
Popatrz w lusterko, bo można i tak.

Gdy jazdę, testy opanujemy,
to wnet egzamin składać będziemy.
Jeszcze Tarnobrzeg dobrze poznamy,
i dokumenty wszelkie składamy.
Tam zobaczymy emocje wielkie,
wyobrażenia przechodzą wszelkie.
Wszyscy wnerwieni, pachołków kupa,
a z egzaminu wychodzi zupa.
Jeżeli oblać raz ci się zdarzy,
sztuka polega tam do trzech razy.
I choć odkryte są argumenty(*),
egzaminator to człowiek święty.

Jeśli nie jesteś jakiś lebiega,
jedź na egzamin do Tarnobrzega!



Roman Grabias
Ruda Solska
19.04.1999
(*)Argumenty - kobiece wdzięki



© Copyright by ZUM Antek. Wszelkie prawa zastrzeżone.